Tygodnik Makowski

Niedziela, 21 października 2018

Już teraz zamów e-prenumeratę "Tygodnika" na: http://eprasa.pl/news/tygodnik-makowski. W e-prenumeracie taniej!
fot. Bolesław Prus
fot. Bolesław Prus

Trubadur w gumofilcach

19.12.2012 11:00:00

Jego przeboje śpiewała cała Polska „od morza do Tatr”, nie zawsze wiedząc, że to on skomponował do nich melodię. Z wykształcenia muzyk klasyczny grał rock’n’rolla. Rozpoznawalny dzięki Trubadurom. Dziś można go spotkać w Makowie Maz. Ryszard Poznakowski nadal komponuje, ale nie na warszawskim Powiślu, lecz nad Orzycem, i pełni funkcję sołtysa Magnuszewa Dużego (gm. Szelków).

 

Do domu Teresy i Ryszarda Poznakowskich prowadzi droga pod górkę. U jej wylotu na siatce otaczającej sąsiednią posesję wisi niebieska tabliczka „Zaułek Rock’n’rolla”, nieco dalej na płocie czerwona tabliczka z białym orłem i napisem sołtys. Gości obszczekuje nieduży kundel, w ogrodzie do nóg łaszą się koty. Obok domu mają swoje domki-budy.

Kompozytor w Magnuszewie Dużym (powiat makowski) znalazł się za sprawą ekipy remontowej, która wymieniała w jego mieszkaniu wyciszające je wykładziny.

- Byłem wtedy w pracy w Teatrze Syrena. Panowie zapytali się żony, dlaczego Poznakowski mieszka na V piętrze, nad dworcem Powiśle i dworcem autobusowym, tramwaje jeżdżą, jest głośno, no i smog. Żona, zgodnie z prawdą, powiedziała, że słysząc moje nazwisko, każdy sprzedający dolicza 300 proc. Powiedzieli, że oni są porządni Kurpie i nie doliczą – zaczyna opowieść muzyk. Tydzień później pojechał do miejscowości Łaś. Obejrzał 17 działek w okolicach Różana i Szelkowa. Spodobała mu się jedna w pobliżu Orzyca.

- Zakochałem się w tym miejscu. Nikt mi nie wierzy, jaką niską cenę zapłaciłem. Nic na tej działce nie było, żadnego drzewka, ugór po kartoflach. Artysta musi mieć wyobraźnię, więc przybiliśmy z gospodarzem piątkę. Okazało się, że mam sad - 130 drzew owocowych, 400 iglaków – wspomina wydarzenia sprzed kilkunastu lat Ryszard Poznakowski, siedząc przy stole w swoim domu. Nie kryje, że zauroczyły go rzeka i niebo, na którym widać gwiazdy, zachwyciły krajobrazy. Na początku planował przyjeżdżać tylko w weekendy, ale po „parapetówce” zmienił zdanie. Wyznaje: – Wyszedłem następnego dnia na taras i stwierdziłem: „ja już do Warszawy nie wracam” i nie wróciłem.

- Urzekł mnie etos pracy moich sąsiadów. To bardzo przyzwoici i dumni ludzie, tzw. szlachta zagrodowa. Oni tu są od dziada i pradziada i wszyscy się znają od kilku pokoleń – snuje opowieść kompozytor. Przypomina sobie wystąpienie emerytowanej nauczycielki, które zaowocowało wybraniem go na sołtysa. Nie uważa, by to była zasługa jego charakteru, raczej chodzi o to, że „jako napływowy jest człowiekiem bezstronnym”. Swój urząd pełni z dumą: tabliczka na płocie, wizytówka z godłem Polski, nazwiskiem i funkcją. Prawdopodobnie jest pierwszym sołtysem, który ma własną wizytówkę. Ze względu na bliskość Urzędu Gminy w Szelkowie jego obowiązki „ograniczają się do wieszania ogłoszeń i zebrania podatków raz w roku”, kiedy chodzi „po każdym dymie”, a tych, czyli domów, jest 69 i 286 dusz. Waśni nie rozsądza. (Sąsiedzi albo wstydzą się do niego przychodzić, albo nie ma waśni).

Cały reportaż w świątecznym papierowym wydaniu "TM", nr 51-52 z 18-26 grudnia 2012 r.

autor: Izabela Koba

Komentarze Internautów (0)dodaj komentarz

Na razie nikt nie skomentował tego artykułu, aby wziąć udział w dyskusji, należy dodać komentarz